Konkurs. 2011-08-22 09:20:25

Bo tak się zastanawiam. Co wyrośnie z dziecka, którego matce śnią się:

- Trupy
- Na dodatek przewożone własnym samochodem
- W celu podrzucenia ich w szczerym polu
- Razem z samochodem
- A potem decyzja o powrocie po samochód, bo go szkoda, a trupy się już na pewno rozłozyły, więc nie będzie strachu, ze ktoś pozna (sorki, mimo wszysko nie śniły mi sie nowoczesne techniki krymininalistyczne z analizą DNA na czele, choć to nawet dziwne. Chyba podświadomie wypieram swoją pracę albo coś).

Poza tym ta cholera mała sie tak wierci, że jak jej to zostanie po porodzie, to ja to czarno widzę.

skomentuj (24)

:))))) 2011-08-14 14:42:03

Dwóch lekarzy niezależnie powiedziało. Więc to MUSI byc prawda, bo inaczej odnajde obydwoje i wyfiletuje (moim ukochanym nożem fiskarsa)

BĘDZIE DZIEWUSZKA :)))))))))

Oczywiście już po USG uważam, że jest śliczna (tiaaaaa, w 19stym tygodniu, hormony to potęga jednak).
Na połówkowym usłyszałam również, że okaz zdrowia (i to w sumie chyba najważniejsze).

Co najlepsze osiągam już powoli pierwszy stopień zdebilenia ciążowego.
Otóż w niedzielę, z powodu pewnych problemów (oszczędzę szczegółów) pojechałam na IP. No i poczekałam na wizytę, bardzo miła p. doktor mnie przebadała i dawaj mnie na USG. I gadam sobie z nią, mówię, ze płci jeszcze nie znam no i pytam czy widać. Ona, że widać. Więc ja niech mówi, a ta, że między nogami nic nie widzi i się śmieje :)

No to w poniedziałek kupiłam kiecuszkę :) Na lato (termin w styczniu). No mongoł mi się włączył, no. Poza tym jakies tam body, ale żółte, porteczki żółte i w różyczki itp. itd. (wyprzedaż była :)))). Wróciłam do domu, pooglądałam wszytsko, siadłam i pierwszy raz mnie walnęło, a CO JEŚLI SIĘ POMYLIŁA? I co ja z kiecuszką zrobię? Będę musiała sprzedać na allegro. Albo łamać konwenanse.
Do piątku, kiedy miałam połówkowe siedziałam jak na gwoździach. I jechałam jak na ścięcie. I oczywiście wszytskim trułam, ze co jeśli sie pomyliła.
No ale się NIE POMILIŁA, no i BOGU DZIĘKI.

Moja mała zwiercona cholera :) świder w dupie po mamuni, jak nic :)

skomentuj (21)

. 2011-07-26 20:15:56

Przyplątał się nam szarańczak. Budzę się któregoś dnia, a tu dzień dobry i siedzi na suficie. Mówię do starego, patrz coś tam siedzi, poszedł zdjął, poodlądaliśmy, o jaki ładny, zieloniutki. I został wyproszony za okno.
Ja dziś patrzę, a ten patafian siedzi znów dokładnie w tym samym miejscu. Przypominam, że pić nie mogę i nawet się do tego stosuję, normalnie sobie znów wszedł i usiadł dokładnie w tym samym miejscu. No i mam teraz dylemat, bo znów został delikatnie wyproszony, ale stary na dwa dni wyjeżdża a jak on mi się wprowadzi w międzyczasie? Z rodziną i tragarzami? I co ja zrobię? Karmę mam tylko dla psa. Szarańczaka też mam wyprowadzić? Jak mi zasra sufit, to sie wkurzę. A jak będzie chciał ze mna spać po kołdra? Jak pies? Nie wiem sama, w kropce jestem.

A, wróciłam z Włoch. Ja to jednak jestem prosty człowiek z północy, nie dla mnie ten klimat. Wszytsko fajnie, ludzie przemili, jedzenie pyszne, ale ten upał odbiera chęć życia. No ale Florencja piękna (choć mała). Na cztery loty tylko jeden był niespóźniony - pierwszy (miłe złego początki). I jak się trzyma ludzi na rozpalonej płycie lotniska godzinę w samolocie gdzie chodzi tylko nawiew a nie klima, to naprawde, NAPRAWDĘ najgłupszą rzeczą jaką można im dać jako rekompensatę, to CZEKOLADKA, karwa. Nie, czekoladka nie, drogi SwissAir, serio.

A poza tym parazyt już wywołał mi anemię. Przydusi się trochę, to zaraz będzie cienkim głosem piszczał /-ła. Ja Ci dziecko dobrze radzę nie wykańczaj matki, bo to nikomu pożytku nie przyniesie.

(Truskawkówka na zimę juz zlana, mniam :))

skomentuj (11)

A się porobiło co? 2011-07-07 11:44:50

A takie miałam spokojne poukładane życie. To nie. Zachciało mi się. I mam. Dobrze, że teraz tyle różnych gadżetów itp. jest na czym oko zawiesić a czasem i kupić a nie tylko w domu siedzieć i się po brzuchu głaskać, bo bym oszalała. Ponoć jestem jeszcze większa wścieklica w ciąży niż przed. Nie sądziłam, że to możliwe. A tu proszę.
A poza tym to spoko. Badania wychodzą dobrze, upierdliwych objawów nie ma. Raptem tylko dostałam schizy, że mi dziecko może obumrzeć i kupiłam sobie domowego dopplera na tę okazję, a tak poza tym to naprawdę sielanka.
A i dom sie buduje. Chociaż nie wiem czy po wczorajszym deszczu nie odpłynął gdzieś dwie działki dalej. M. mówi, ze nie dzwonił wczoraj do majstra, bo nie miał odwagi.

No. Dzięki za wszelkie gratulacje. Teraz będę miałą czas, to będę skrobać notki, bo wcześniej miałam mega kryzys ze zmęczenia po tych Stanach.
A za dwa dni znikam na wakacjo-konferencję do Włoch (a doppler ze mną, tak wiem, ale znajdzie mi choć jedną ciężarną, której powiecie: dziewczyno wszytsko będzie dobrze, MYŚL RACJONALNIE, a ona powie: dobrze, i się zastosuje - POWODZENIA)

skomentuj (9)

No to.... 2010-04-04 13:41:50


Wszystkiego Najjjlepszego Na Swieta.

Spedzcie rodzinnie, milo, prosze sie objesc jajek, szyneczek i takich tam.

A ja w tym czasie pojde na Floral Show do Macy's.
Jak mi aparat nie zdechnie to wkleje pare fotek "swiatecznych"

Buzka
Mloda Zebra

skomentuj (15)

. 2010-02-28 05:17:49

Blog mi sie pokrył kurzem.

Tak to czasem bywa.

Co ja mam napisać. Dalej tkwię w NY. Czy ja jestem jakaś nie tego? Czy jestem jedyną osobą na świecie, która nie sika po nogach w temacie NY? Ile to sie czlwoiek nasłucha, naogląda czy w telewizji czy w filmach czy w serialach no NY ma rzucać na kolana. No to dlaczego mnie nie rzuca?
Czy dlatego, że jestem tutaj bez swojej, jakby nie patrzeć drugiej połówki? Ale ja umiem sama myśleć, oceniać, nie musze patrzec na świat czyimiś oczami. Wystarczą mi moje własne. I nadal nic. O co chodzi? Nie wiem.

Pojechałam na Święta do domu. Wiecie dobrze jak te święta wyglądały. Co ja przeżyłam przez ostatni rok w związku z tym, to była masakra. Raz, że praca nowa, ciężka, dwa tęsknota za domem, obcy kraj. W domu choroba. I drżenie, codziennie prawie. Co trzy tygodnie w piątki wizyta kontrolna a ja daleko od domu sztywna ze stresu. I czekam na wiadomość jak jest. W wakacje wizyta w domu, widzę że może nie jest najlepiej ale jest nadzieja. A potem nadziei było już coraz mniej. Ja dalej sztywna ze strachu bo dom, ze stresu bo praca. I przecież widziałam jak wszyscy starają się mi przekazywać wiadomości tak, żeby mi to jakoś złagodzić, tylko po co? To nie ja miałam jakby najgorzej w tym momencie. W końcu wymusiłam na M. żeby powiedział mi wszytsko dokładnie tak jak jest, bez ściemy. Powiedział ze dwa tygodnie przed świętami. Potwierdził mi to czego sama się co najwyzej domyślałam. Po tym przepłakałam caly weekend. Z żalu, że to tak wygląda, z poczucia bezsilności, z wyrzutów sumienia, że nie jestem i że przez cały zeszły rok nie byłam z rodziną. Pojechałam na święta i w zasadzie... zdążyłam się pożegnać. Zobaczyć. Zamienić parę słów. I nastąpiło najgorsze. A ja już nawet nie miałam siły rozpaczać. Do dziś nie mam. Nie dociera to do mnie. Jedyne co to przez ostatni rok posiwiałam. Naprawdę. Normalnie posiwiałam na głowie. I parę dni po tej tragedii wróciłam do NY. Jestem wykończona. Zasypiam o 21-szej, żeby w miarę przytomna wstać o 6stej. W dzień się śmieję, żartuje, wieczorami czesto płaczę. I marzę, zeby już wrócić do domu. Nie piszę nic nawet, bo co mi przyjdzie coś do głowy to ucieka po minucie. Nie umiem sklecić nawet paru zdań z sensem.

Zostało mi 5 miesięcy do końca umowy. I gdyby nie ta moja przeklęta ambicja to pieprznełabym wszytsko i wróciła już do domu. Nie wiem, miesza mi się to wszytsko w głowie. Mam tylko chaos w myślach. Nic mi się nie chce uporządkować.

skomentuj (13)

My tu gadu-gadu 2009-12-09 04:12:24

A ja juz spakowana jestem i czekam. Za poltora tygodnia, ciemna noca wsadzam tylek do samolotu i fruuuuuuu, na cale trzy tygodnie do domu.
Nie moge w to uwierzyc.
Mija ten czas jak szalony.

Na dnie walizki mam ciuchy, co juz ich nie bede nosic (sie troche zebralo), na to prezenty, na to ciuchy co bede nosic.
Prezenty kupowalam od pazdziernika. Mam wszytskie, co do jednego. Teraz przede mna misja, nie zapomniec zadnego (oraz w dzien odlotu wyjac scyzoryk z torebki).

Najlepszy moj M.
Gadamy cos o prezentach i nagle on "mowie ci, jak ja sie ciesze, ze ja juz wszytskie prezenty pokupowalem". Majac na uwadze, ze ja od pazdziernika tancuje nad prezentami dla swojej i jego rodziny, nad prezentami OD NAS (co oznacza kupienie prezentow dla 10 osob, niektore podwojnie) pytam, ale przepraszam cie bardzo JAKIE ty prezenty kupowales?
"no przeciez ksiazki dla ciebie" (zamowione przez net i odebrane w empiku) oraz bylem RAZ w Zlotych Tarasach". I tu mialam pol godzinna opowiesc o dojezdzie do zlotych Tarasow, o parkowaniu w poblizu Zlotych Tarasow, o tlumie w Zlotych tarasach, o kompletnie zle dobranej temperaturze powietrza w Zlotych Tarasach oraz ze sie do zlotych Tarasow nie wybierze juz NIGDY W ZYCIU PO NIC.
No i jak ja mam go nie kochac?

Zwlaszcza,z e ja musialam ganiac po sephorach i Macy's, ktorych BYNAJMNIEJ dla mnie nie zamykano jak przekraczalam prog, a Macy's w okresie przedwiatecznym moze smialo robic za rekonstrukcje bitwy pod Grunwaldem/Apokalipse.

Moja nowa kolezanka Maitea-Baskijka, nie wysadzila labu, za to pozyczyla mi torbe, zebym sie dopakowala na wyjazd. Torba jest cala w kociej siersci, wiec kolega Deji poradzil "uwazaj na psy na lotnisku".

A ja juz myslami jestem w domu. I juz malo co do mnie dociera z NY. Jestem juz na Rakowcu. Jeszcze tylko poltora tygodnia, tylko tyle i bede tam naprawde :)))))))))))))

skomentuj (7)

Księga Gości
Pojęcia nie mam kto to jest
Lejdis

bywam tam
Rog
Pierwsza
Freon
Chuda

Mój Osobisty Dom Wariatów
Basieńka Krew z krwi, jad z jadu
Haniuta
so-so
Obły